RSS
czwartek, 16 czerwca 2005
I tak się nie zatrzymał-ostatnia notka:-P

A teraz będą notki z czerwca, które zniknęły...a następna część na nowym blogu, czyli Wynoszę się stąd!!! Nowy adres oczywiście dostaniecie jak napiszecie:-P

1 CZERWCA

1.Jak dobrze, że już czerwiec...

2.Jak dobrze, że się wszystko zaczyna układać...

3.Jak dobrze, że już tylko 16 dni...

4.Jak dobrze, że już niedługo całe dnie na zielonej ławeczce...

5.Jak dobrze, że ktoś mnie kocha...

5 razy dobrze jak narazie jaka jestem szczęśliwa :D

2 CZERWCA

Wchodzę na BLOXA a tu taki szok!!! ale jazda normalnie:D muszę sobie wyjąć kontaktówki bo mi się już obraz zamazuje:P i Fanny nie lubi czerwonego ale ok :P jak to mowi moja Kati "rewelacja":P ja nie mam zdania bo w szoku jestem i wybredne ze mnie stworzenie:P

wesołych mysli

4 CZERWCA

namaluj...
możesz mnie wziąć...

kiedyś byłam tylko namalowana...

Dotykalam nocą gwiazd...

Marzenia były moją przytulanką...

A miłość pluszowym misiem...

Pocałunki beznamiętne...

Zimne...

Dawane uczucia były wiatrem...

Chciałam zdobywać miłość jednym spojrzeniem...

Nie licząc się  z tym, że kogoś krzywdzę...

Malowałam usta lśniącym błyszczykiem...

I latałam do chmur topiąc smutki w marzeniach...

Wybujałym myślom na wysokich obcasach...

I tak bardzo chciałam ,żeby mnie nie było...

Tańcząc na dwóch granicach...

indywidualności i plastiku...

Włączając plytę na te same piosenki...

Malując na kartce filiżanki pełne uczuć...

Pokonując swój strach...

Wkładając na głowę kapelusz zakrywający oczy...

Znikając na ulicy pełnej obcych ludzi...

Roztaczając magię...

Byłam ulepiona ze swych snów...

I sama szukałam siebie...

Mając swego czarodzieja...

Który dal mi kawał mojego i swego JA...

Biegając po ścieżce swego życia...

Nie goniłam za waszymi autobusami...

Nie dostrzegając żadnego znaku STOP...

Tak bardzo kochać...

Tak bardzo marzyć...

stawałam się sobą...

W fobii magicznych zaklęć...

Natręctwo mojej duszy...

Nadzieja była tylko moim jestem...

Więcej już nie będziesz mógł mnie wziąc...

Świat nadal jest obcy...

A ja jestem sobą...

Teraz nareszcie...

Na niebie maluję swoje imię...

7 CZERWCA

Takie coś nie mogło istnieć. I co po pierwszej część chcecie pewnie poznać następną. Proszę bardzo oto ona. Ostatnia część, która zapisuje, razem z tą poprzednią kilka kartek życia jej. No więc co się wydarzyło... no więc na początek zazdrość. Trochę to mniej banalne, ale co tam zawsze z tego coś wyjdzie. Naprawdę intersujący FIN miała historia przez smsy. I dobrze, że to już koniec, bo nie wiadomo do czego doprowadzić mogły spotkania ekipy Pana Nikt i Panny Wariatki... do rzeczy powracając do tematu... to nie warto zatrzymywać kogoś na siłę, kiedy widzi się w nim wielkie NIC. I o to nic zaczęła się zazdrość. Nie jej... ale jakiś pustych panienek. A tearz taka moda, że panienki mówią, że wleją jej. No więc mniejsza o to tu trzeba o szczegółach. Skończyło się tak jak się zaczęło. Przez smsa. Więc ona zła, o ten telefon o całą sytuację. Wściekła. Rozchisteryzowana. Obrażona. I należy się mu... bo on jest nikim. Pokazał jakim jest popierdolonym szczeniakiem. Skrzywdził ją. Nie dorósł, nie dojrzał. Nie był wart słów, jej tego wszytskiego. Ponad dwie godizny przegadanych rozmów... A on niech idzie w cholerę jasną psia krew. Niech spada z jej życia. Jest nikim. Nic, czyli zero. Widać jaki jest słaby. I nareszcie widać jaki jest naprawdę. I nic mu nie pomogą w tym te soczyste brązowe oczy.Nic. Chociaż przegląda się w  nich smutek. Z nim już koniec. One miały rację, że nic nie ejst wart. Namawiały, żeby ona z nim dała sobie spokój. Ale nasuwająca się w myślach mgła wątpliwości patrząca brązowymi oczami... Ale mowy już nie było po tym wszystkim i jest było bez szans na cokolwiek. Ona ze szczeniakami się zadać nie będzie. Co się stało? No wiec pisze tego sma pełna złości na niego a jednocześnie zła na ich obojaga naiwność. Jedno pragnęło naiwności drugiego. Więc pisze ona delikatnie, sugerując cos. A na następny dzień ten telefon. A ona zyła w strachu przed kimś. Więc po tych słowach, może nie jego do końca, bo tych przekleństwach, daje sobie spokój, jak one to nazywają. Za wszystko, co jej zrobił. Już nigdy nie pójdą palić fajek na zielonej ławeczce. Już nigdy do siebie nie wyślą sygnału ani nic. Ona uparta. I tak ma być i koniec. I nie powie mu cześć. I już nic. Koniec znajomości.

Ale jak taka wariatka jak ona może się w ogóle oprzeć budyniowym oczom? Tak się nie da. Wyobraźnia jej nie wyrabia. Jeszcze raz. działa jak narkotyk... on nie jest wart jej przyjaźni, jej proszenia. No przecież się przekonała jaki jest "cudowny". Wyzwała. Skasowany numer. Łzy w oczach z wściekłości. I skasowane, przesłodzone, smysy od niego. Koniec.

Zaczyna więc przedstawienie. Wariatki lubią udawać i chodzić do teatru lu w nim uczestniczyć. Dzwonią. Ostatnia minuta. Przedłużona do minut piętnastu. I udając bezczelnie pijaną dzwoni wykrzykując , że to życie jest jej. Bo to prawda. Życie to skarb jej, którego nikomu nie odda. A on je spierdolił. Swoimi słowami. Po prostu szczeniackimi fochami. Tym, że był nieszczery. Że to kotku to była nieprawda. Ze to wszystko od połowy była ściema od któregoś tam momentu. Więc się wściekła i klnąła najostrzej jak mogła do słuchawki. On sobie ewidentnie to olewał. Jest tez jego druga strona, kiedy jest sam, bez kolegów, bez obstawy... Wtedy wydaje się trochę nieśmiały i wrażliwy. Wtedy jest normalny. Ona też go oszukiwała. Też kłamała z tą miłością. Naprawdę nie kocha nikogo. Też kłamała po to, żeby go zatrzymać. On był lekarstwem na chorobę samotności. Lekarstwem, które jest drogie i trudno dostępne. Tylko dla wybranych. I ona chciała go mieć. I myślała, że krzywdząc i kłamiąc oraz trzepocząc rzęsami to dla niej nic trudnego. Rola pijanej znakomicie się udała. Tak jak wiele innych. Brawa!! A teraz już może spadać bez problemu z jej życia. Jej życia!! Nie chce go widzieć. Nie chce go znać. On mówi dokładnie tak samo. Co za zgodność...

Chodźmy tam gdzie ławeczka jest zielona. Na pewno przyjdzie tam palić. Na piachu czarnym napiszmy kamykiem, to jaki jest, i co o nim myślimy. Nikt. Z wulgaryzmami piękny obrazek podpisany inicjałami. Stanęła na zielonej ławce i patrzyła bezczelnie na to zero. I na przystanku. I prosiła o kolejnego papierosa... Weź od niego i go zgnieć niech zobaczy co z tobą zrobił.W przestawieniu był wątek, że ona chciała rzucać się przez niego z balkonu. Też kłamstwo. Skasowany numer. Brak uzależnienia...

Co by tu wymyśleć nowego? Przecież ot tak nie można z nim skończyć. Więc powie mu, że to od początku była ściema, więc powie, że w czerwu, czternastego, to już dziesiąć miesięcy i wykrzyknie mamy cię!! i tak też się stało. A pózniej dała namiętnego buziaka swojemu kochaniu na jego oczach. Zazdrość na brązowych lustrach... To już koniec. Już nic więcej. Dziękujemy. I życzy wszystkiego najlepszego. Nike jej obrażać nie bedzie. A on nie chce już tego zniszczonego odbudować. Są dla siebie nikim. A ona nie osiągnęła celu i nie może sie oprzeć tym oczom z czekolady. Więc ta gra tak szybo się nie skończy...

Te oczy działają na nią jak magnez... Przyciągają... Chociaż jest w nim tyle zła, i fałszu, które ją odpychają. Wiele pomysłów. Czas pokaże. Ona boi się samotności on ma wszytsko w tyle. Ona głaszcze swe wyobrazenia, te strzępki wyobrażeń o nich. Wyobrazenia o fluidach padły. Zawsze były złudzenia. Teraz kurtyna podnosi się pod samo niebo. A światło nie daje uczucia doskonałości... nie dał jej nic. I ona mu nie dała. A we wrześniu będzie rok... może jescze wszystko przed nimi?? Chciałaby jeszce raz 14 września zacząć wszystko od nowa. Da się. Nigdy nie było żadnej szczerej rozmowy. Nigdy nic nie było. Nic o sobie nie wiedzą.

Nie chce go znać... i chce zjesc te czekoladowe oczy...

kochając...
Zostawiłam mu swoje usta... ich ślady na jego wargach i policzkach...

Mogę być dla niego najsłodszą przytulanką...

Sprzedawać mu swoje sny i myśli.

Mogę szeptać: kocham cię. Chociaż tak nie jest...

On jest dla mnie kimś. Jakimś przystankiem, gdzie uciekłam przed byciem samą.

On jest dla mnie kimś. Kimś ważnym. Kto daje mi wiarę w siebie.

Ja zachowuję się jak NIKT...

8 CZERWCA

Idę się pohuśtać na huśtawce... na dwunasto centymetrowych obcasach ma marna istota... i nadal tak samo niepoważna i chcąca rzuć owocową gumę do żucia, bawić się w księżniczkę w coraz doroślejszym życiu. Idę polatać, przeciwstawiać się grawitacji robiąc rysy na niebie obcasami... tylko, żeby w porę zamrugać oczami... idę marzyć...

ogawędki 1 :-)
O czym gadamy? O czymś innym czy ciągniemy jeszcze z tym K.?

Ciągniemy :-(

Ciekawe czy K. przyjdzie pod salę, bo Laleczka mu mówiła, żeby przyszedł, ale on na pewno nie przyjdzie, bo się będzie bał (żartuję) ale i tak nie przyjdzie, nie wiem czemu?

Też mi się wydaję, że K. nie przyjdzie pod klasę do Laleczki, because się będzie wstydził na 100%

Yes, na pewno nie przyjdzie. Może mu na Laleczce nie zależy. Nie wiem po prostu ten K. to taki dziwny typ cżłowieka. Nie wiem o co mu w ogóle chodzi, może się wstydzi.

Nie wiem. On ma tą swoją dziewczynę no i wiesz she może być zazdrosna.

A może on sobie ją wymyślił, żeby Laleczka była zazdrosna, no wiesz o co chodzi, że niby ma dziewczynę, bo tak to by już dawno to powiedział :->

On może wszystko zmyślać.

No właśnie!

Wydaję mi się, że K. nie ma żadnych kolegów because ja go zawsze widzę z babami albo ze swoim bratem i kuzynem oraz B. Oni czasami tak się głupio gapią, jak idziemy, że mam czasem ochotę go walnąć w ten pusty łeb.

***************************************************************

no więc nikt nie wie o co chodzi z Was :-> i co w końcu z tego wyszło :->

ps.Laleczka to ja :-D, K. to ten z opowiadań o smsowych fluidach...

ps.2 tekst pisany nie w orginale, ten jest bez błędów :-D (raczej:P)

Trzymajcie się :*

Coraz częściej myślę, jak to jest, kiedy niesie człowieka wiatr, kiedy skacze z ekstremalnej wysokości. Z dachu... Z 8 piętra... I tak przez chwilę żyć w powietrzu, spadać... a później nic tylko rozpierdolić się na krawężniku. Raz skakałam, wstyd, z 1 piętra... Uczucie ponad wszystko, kiedy spadasz w dół. W ostatnich dniach sporo przykrości. Tak jakby to wszystko, co już pościerane z pamięci, nagle do mnie wracało. Może z mniejszą siłą, może nie atakuje mnie zewsząd. Ale powtrza się wciąż. Już teraz więcej wiem niż wtedy. Już teraz dałabym sobie radę. Już teraz mnie to tak nie dotyka. Choć na myśl... wilogotne oczy przyprawiane uśmiechem. I ostatnio za dużo klnę. I sama nie wiem komu mam wierzyć. Ostatnie wydarznia pokazały komu mogę ufać, kto jest na prawdę ze mną. Komuś jednak jestem potrzebna. Dzięki temu uśmiecham się tam, gdzieś na dnie. Tam jest najpiękniej. Od czasu do czasu znajduję się tam, ale tylko na parę chwil. Co do ufności jest też zdrada. Komu mam uwierzyć tym na którym mogę ufać, innym czy jemu, mojemu kochaniu, którego nie kocham. Tak bardzo bronię się przed wracającą przyszłością. Każdy z kim się ostatnio spotykam myśli, że jestem chora psychicznie... wariatka ze mnie... a mój blog schodzi na koty... dzisiaj upadek... nie wiem w ogóle czy moje szczęście z Ł. bo to jest moje kochanie właśnie, nie wiem czy to się nie rozpada. Mam tego dosyć. Moje życie a nie. Mam te kilka osób. I jakoś dam radę. I już niedługo.... neidługo wakacje!!!!!!!!!!! nie bać się, nie boję się... mnie nadal ciągnie do tych fałszywych brązowych oczu, do K... do tego drania. Do tego zera. A jakby była to miłość?? Całuj ją może cię ktoś zbawi, Ł. Ja idę szukać innych wrażeń. Idę szukać wysokiego dachu...

9 CZERWCA

Pogawędki 2
Jak szłam dzisiaj do szkoły na D. oknie były buty chyba jego nie wiem.

Ja się boję, że P.F to usłyszał o tym wiesz Przemusiu-Chińczusiu teraz może myśleć, że my tak o nim gadamy, wiesz może nie wiadomo, co może sobie pomyśleć, że my w nim... że tak o tym gadamy.

A co ty. Ja mam go w dupie.

Ja też.

To teraz ty wymyślasz o czym klachamy ok?

Boję się j.polskiego, bo nie mam pracy domowej!

Ja też, bo też nie mam P.D

Dzisiaj się muszę uczyć fizyki, bo wczoraj się nie uczyłam :-/ nie chcę mi się uczyć ale muszę :-(

Ja też tak się boję, będę musiała siedzieć chyba do 1.

A ja chyba do 1:01.

A tam ty godzinę i zrozumiesz a ja będę długo dukać. Jak tam Marta podkurwiła się!:-/

Nie bo a jak ona miała przyjść po mnie za 30 minut, to ja poszłam do ciebie i byłam jakąmś godzinę 30 minut i pytałam się mojego brata i taty a on powiedział, że nikt nie dzwonił to pojechałam do babci i o 21:30 wróciłam i pytałam się, czy ktoś dzwonił a mój brat powiedział, że tak, ale dzwoniła dopiero zamiast za 30 minut to za 2 godizny 30 minut. To nie moja wina!:->

Ona dzisiaj przychodzi na *******?

Nie wiem.

Co myślisz o tym, co Łosiek zrobil Laluni :->

Pobił. Przecież tym grubym dupskiem mógł by ją zgnieść. Całe szczęście, że przeżyła :-)

No właśnie. A ten P. to taki chińczyk, że po prostu wydaję mi się, że Czarek to słyszał. Ale ten Czarek jest głupi. Słyszałam, że mu rosną wąsy i włosy pod pachami. :-P

No i to jak. Takie kręcone, bardzo dużo ich, a wiesz, że kiedyś wszyscy mówili, że depiluję nogi, bo to była prawda nie wiem jak teraz.

************************************

bez komentarza :-P

Jeśli coś trochę rozumiecie to się cieszcie:-D

aaa wystąpili:

-Przemuś-Chińczuś

-Czarek (głupi i owłosiony :D)

-Łosiek ( gruby strasznie)

-Lalunia (czyli ja :-P)

-Marta (koleżanka)

-D. (mieszkający w domu bez firanek, mający "dziurę w mózgu" i bywający "niezrównoważonym")

aaa i przepraszam, że takie głupotki zamieszczam :-P ale się dużo z tych głupotek można dowiedzieć o moim świecie... mój świat z perspektywy dwóch kochanych osób, które dziś zawiodłam...

treść bez zmian, poprawione błędy... tyle na dziś

pa

11 CZERWCA

Nigdy nie zapomnę tych śladów jego ust na moich pachnących watą cukrową wargach... najwspanialesze wspomnienia. Cudowe dotknięcia. Znikanie z powierzchni ziemi. Miłość. Uczucia. Szepty. Krzyk...!!!!!!!

23:26, mademoiselle_m
Link Dodaj komentarz »

12 CZERWCA

napisał wczoraj, że idzie się pociąć. Po raz kolejny... że ma wszystkiego dość. Że nie chce już żyć na tym świecie. Uratowałam go. Po raz kolejny... W życiu tak nie płakałam... takiego czegoś nie czułam. Nie drżałam tak cała, nie krzyczałam... nigdy się tak nie zdecerowałam, o nikogo tak nie walczyłam... bałam się o niego... ja nie umiem napisać tego, co czuję... nie umiem opisać tamtych łez...tej przepaści między życiem a śmiercią... ode mnie zależało jego bycie tutaj... bycie dla mnie... najbardziej na świecie chcę jego istnienia...

Nie zbawiło go przecież to, że dla mnie jest najważniejszy.  Wyszeptane 'kochanie..". Prośby. Błagania. Dziękuję mu, ze mi tego nie zrobił... jest mi najbardziej potrzebny na świecie.. moje kochanie... bez niego mnie nie będzie.. zniknę bez pożegnania...masz być...moje wszystko...

Nie umiem, nie potrafię...

Nie napiszę, tego co dla mnie znaczy, nie umiem...

nie jestem w nastroju do tego, może kiedyś...

jestem nikim...

Wiem, że jakby go nie było wszystko dla mnie przestało by istniec...

myślę o nim, gdy patrzę w dal...

cudowne będzie to życie...

Bo on jest już bezpieczny...

Ja mam ślady na nadgarstkach...

Łapany szybko, nierówno oddech wczorajszego wieczoru...

Myśli, które mówiły, że go nie będzie..

i udawany sen...

 kocham cie moje kochanie...

13 czerwca

:):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):)
Jak ja się cieszę :):):):):):):):):):):)):):):):):):)

Wczoraj nam cudnie poszło :):):):):):):):):):):)

i za 2 tygodnie wolne!!!!!!:):):):):):):)

Wakacje... taaaa::):):):):):):)

aż się rozmarzam .........:-D

i już właściwie wolne:):):):):):):)

już nic nie muszę robić!!!:):):):)

jak ja się cieszę :):):):)~!!!!!!!!!!!!!!!!

chyba się pójdę upić z tego szczęśćia :):):):):)

deszcz
Jest przerażająco ciemno. Niebo wygląda tak, jakby ktoś zasłonił je ponurą zasłoną i co chwila zapalał za nią i gasił latarkę. Gra muzyka rozłoszczonej pogody. Zaprosili również wiatr, który robi co chce. Do moich stóp upada nisko deszcz. Z nieba spadają łzy wszystkich nieszczęśliwych ludzi na świecie. I ja to lubię. Choćby nie wiem co. Otulona tym obrazkiem... Leje deszcz myjąc szyby i krew z chodników... Kiedyś się bałam burzy. Teraz uwielbiam czując się jak w śnie... Niech sobie pada i niech deszcz gra na parapecie... Przed chwilą niebo było różowe od blyskwic...


"Cisza przed burzą przenika cały ciemny ląd
Błyski na niebie rozpoczynają czarną noc
Deszczowy dzień, deszczowa noc
Jesienny sen wtopiony w mrok"

"Krople łez po ziemi płyną, dając szmer
Drzewa i kwiaty w rytmie wiatru kołyszą się
Deszczowy dzień, deszczowa noc
Jesienny sen wtopiony w mrok"

/Myslovitz "Deszcz"/

Jak ja to lubię...

Topiąca się w strugach deszczu

Fanny...

14 CZERWCA

Było coś o budyniowych toksycznych oczach... coś ważnego, a teraz wszystko jedno...

****************************************************************

    YOUR BUS DOESN`T STOP HERE część 2

    17 kwietnia 2005 - 16 czerwca 2005

Fanny- Mademoiselle_m

Trzymaj się cześć

23:24, mademoiselle_m
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 czerwca 2005
Wynoszę się stąd!!!!
21:17, mademoiselle_m
Link Komentarze (1) »

Piosenki o miłości są takie banalne
Ale to jak go rzuciłaś było banalne bardziej
Ciągle nie mógł Cię zrozumieć
A tak niewiele chciałaś
Parę miłych słów, jedno ciepłe spojrzenie

Teraz on zachowuje się jak gówniarz
Zachowuje się trywialnie
Pyta twoich koleżanek co u Ciebie słychać
Chciał pobić chłopaka z którym chcesz się spotykać

Nie wiesz co myśleć i nie wiesz co robić
I nie jest Ci dobrze i nie jest Ci źle
Chyba nie czujesz że jeszcze żyjesz
Zostaw to wszystko i nie przejmuj się

Filmy o miłości są takie banalne
Ale twoje życie jest banalne dużo bardziej
Wysłałaś mu wiadomość - nie chciał rozmawiać
W sumie miał rację ale wyszło chujowo
Teraz dzwnoisz do najlepszej koleżanki
Bo nie masz o nim żadnych wiadomości
Podobno się z kimś spotyka
Ale mogą to być tylko plotki

Nie wiesz co myśleć i nie wiesz co robić
I nie jest Ci dobrze i nie jest Ci źle
Chyba nie czujesz że jeszcze żyjesz
Zostaw to wszystko i nie przejmuj się
Nie myśl już o tym nie zadręczaj się
Wszystko co zrobisz i tak będzie źle
Wszystko co robisz to zawsze jest błąd
Nie myśl już o tym i uciekaj stąd

I to juz koniec widzisz napisy końcowe
Trzeba gdzieś wyjść a nie zamykać się w sobie
Piosenki o miłości mogą Ci nie wyjść na zdrowie
Więc pora już iść tylko że nie masz gdzie iść
Zobaczyć znajomych których nie chcesz widzieć
Łapiesz nocny autobus spod domu i jedziesz
niewiadomo gdzie
Zostań już na zawsze w autobusie jadącym
niewiadomo gdzie
I może ułożyło się świetnie może ten pomysł nie
jest zły
Wreszcie możesz uciec stąd wykonać decydujący krok
Zacznij uciekać sto mil na sekundę Uciekaj jeden
metr na rok

Nie wiesz co myśleć i nie wiesz co robić
I nie jest Ci dobrze i nie jest Ci źle
Chyba nie czujesz że jeszcze żyjesz
Zostaw to wszystko i nie przejmuj się
Nie myśl już o tym nie zadręczaj się
Wszystko co zrobisz i tak będzie źle
Wszystko co robisz to zawsze jest błąd
Nie myśl już o tym i uciekaj stąd/C.K.O.D-Piosenki o miłośc/
*****************************************************
Nikt o mnie i o nim nie napisał lepszej piosenki...

21:13, mademoiselle_m
Link Dodaj komentarz »
Piosenki o miłości są takie banalne
Ale to jak go rzuciłaś było banalne bardziej
Ciągle nie mógł Cię zrozumieć
A tak niewiele chciałaś
Parę miłych słów, jedno ciepłe spojrzenie

Teraz on zachowuje się jak gówniarz
Zachowuje się trywialnie
Pyta twoich koleżanek co u Ciebie słychać


Chciał pobić chłopaka z którym chcesz się spotykać

Nie wiesz co myśleć i nie wiesz co robić
I nie jest Ci dobrze i nie jest Ci źle
Chyba nie czujesz że jeszcze żyjesz
Zostaw to wszystko i nie przejmuj się

Filmy o miłości są takie banalne
Ale twoje życie jest banalne dużo bardziej
Wysłałaś mu wiadomość - nie chciał rozmawiać
W sumie miał rację ale wyszło chujowo
Teraz dzwnoisz do najlepszej koleżanki
Bo nie masz o nim żadnych wiadomości
Podobno się z kimś spotyka
Ale mogą to być tylko plotki

Nie wiesz co myśleć i nie wiesz co robić
I nie jest Ci dobrze i nie jest Ci źle
Chyba nie czujesz że jeszcze żyjesz
Zostaw to wszystko i nie przejmuj się
Nie myśl już o tym nie zadręczaj się
Wszystko co zrobisz i tak będzie źle
Wszystko co robisz to zawsze jest błąd
Nie myśl już o tym i uciekaj stąd

I to juz koniec widzisz napisy końcowe
Trzeba gdzieś wyjść a nie zamykać się w sobie
Piosenki o miłości mogą Ci nie wyjść na zdrowie
Więc pora już iść tylko że nie masz gdzie iść
Zobaczyć znajomych których nie chcesz widzieć
Łapiesz nocny autobus spod domu i jedziesz
niewiadomo gdzie
Zostań już na zawsze w autobusie jadącym
niewiadomo gdzie
I może ułożyło się świetnie może ten pomysł nie
jest zły
Wreszcie możesz uciec stąd wykonać decydujący krok
Zacznij uciekać sto mil na sekundę Uciekaj jeden
metr na rok

Nie wiesz co myśleć i nie wiesz co robić
I nie jest Ci dobrze i nie jest Ci źle
Chyba nie czujesz że jeszcze żyjesz
Zostaw to wszystko i nie przejmuj się
Nie myśl już o tym nie zadręczaj się
Wszystko co zrobisz i tak będzie źle
Wszystko co robisz to zawsze jest błąd
Nie myśl już o tym i uciekaj stąd /C.K.O.D-Piosenki o miłości"
21:11, mademoiselle_m
Link Dodaj komentarz »

Na kocu, na zielonej, jeszcze niedawno nieobecnej, mokrej od wczorajszego deszczu trawie. Zielona trawa-zielona ławeczka za murkiem. Jakby było dobrze, jak mogłabym się tam przenieść. I znów z nim rozmawiać i patrzeć na wynużające się jego oczy zza dymu papierosa. Tymczasem leżę na trawie, na kocu, skaczą gdzieś blisko mojej dłoni biedronki. Już na żadne szczęście nie pomogą. pomóc może jedynie cud. Już nawet nie pamiętam jakiego koloru było niebo. Co kto mówił. Budyniowe toksyczne oczy K. nawet w snach. A tym bardziej na trzeźwo. Słodkie i w odcieniu czekoladowym. Głębokie i przejrzyste jak woda. Po tym wszystkim nie powinnam chcieć go nawet znać, ani widzieć. Ale ja wiem , że nie wytrzymam bez czekoladowych wieczorów i spojrzeń... Zawsze musi się ktoś dopierdolić do mojego życia. I coś zniszczyć. Pozwoliłam. Żeby być kimś. Jestem nikim. Może byłam kiedyś przez chwilę w jego oczach kimś więcej niż wariatką, która dużo gada o niczym. Ja naprawdę nie mogę zapomnieć o tych oczach. Boże, zwróć mi je. Przecież on jest nikim. Powinien dostać ode mnie w twarz za to wszystko. Coś mnie do niego przyciąga. Jego oczy działają jak magnes. I te wieczory... "wspólne"... przez telefon... Nie wiem , nie mam pojęcia jak go odzyskać. Nie mogę żywić się wyłącznie wspomnieniami. To mi nie wystarcza. Ja chcę więcej!! Ja chcę jego!! Tęsknie. Jak był bawiłam się jego uczuciami. On też byl nieszczery. I co ja mam zrobić? Bardzo chcę jego przyjaźni... Będę o nią walczyć... On nie chce mnie znać... Brak słów, żeby go przekonać.I już teraz rozumiem. Nie mam przyjaciół. Moja sprawa. Mój czekoladowy cień...

20:58, mademoiselle_m
Link Dodaj komentarz »
Pogawędki 3

Panna O. mówiła, że zaspała, a tak naprawdę to pewnie poszła na faję.

No też tak mi się wydaję :-/

Przewodnicząca, jakby się wychowawca dowiedział albo wuefista to by go zatkało, a wych. chyba, by się wkurwił.

No i to jak! Ciekawe, co by się stało jakby nas widział?

No właśnie, a może widział, bo ty tak powiedziałaś, ale ja niewiedziałam, żeby się na nas patrzył.

O czym będziemy pisać!!(klachać)??

Teraz ty coś wymyśl.

Nie wiem za bardzo o czym, ale może o moim zębie.

Spox. Boisz się, że będzie się ktoś śmiał?

No.

Widziałam wczoraj jak wyglądałaś przez okno!

Jak ja poszłam po zeszyt do ciebie to na twoim podwórku była cała ekipa 2 długowłosych, ten z tą grzywką, brakowało jednego długowłosego i był jeszcze ****** .

Laleczka powiedziała, że idzie dzisiaj do K., że mu wszystko powie. Ja tam nie idę. Powiedziałam, że ja do niego nie będę chodzić, bo ja mam już dosyć tej rodzinki. Dzisiaj rano Ł. zerwał z Lalą. Nie wiem, czemu? A jak Lala pójdzie do K. ona powiedziała, że sama.... i jak będzie potrzebowała pomocy to wyśle do K.C głuchego!

Ł. z Laleczką zerwał, jaki dupek, chyba sobie inną dziewczynę znalazł, a ja też na pewno nie pójdę do K.Ale ja bym chciała zobaczyć, co K. pieprzy.

Ja też, ale wolę się nie wtrącać, bo jeszcze zacznie coś gadać np."Weź te głupie koleżanki. Mieliśmy sami gadać!" itp. Laleczka nam powie, co K. mówił.

Ale ja i tak do K. nie idę.

Ja też do K. nie idę :-)

Cieszę się, że się razem zgadzamy.

Ja też.

********

I tak plotki powstają...

18:32, mademoiselle_m
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2005
deszcz

Jest przerażająco ciemno. Niebo wygląda tak, jakby ktoś zasłonił je ponurą zasłoną i co chwila zapalał za nią i gasił latarkę. Gra muzyka rozłoszczonej pogody. Zaprosili również wiatr, który robi co chce. Do moich stóp upada nisko deszcz. Z nieba spadają łzy wszystkich nieszczęśliwych ludzi na świecie. I ja to lubię. Choćby nie wiem co. Otulona tym obrazkiem... Leje deszcz myjąc szyby i krew z chodników... Kiedyś się bałam burzy. Teraz uwielbiam czując się jak w śnie... Niech sobie pada i niech deszcz gra na parapecie... Przed chwilą niebo było różowe od blyskwic...

"Cisza przed burzą przenika cały ciemny ląd
Błyski na niebie rozpoczynają czarną noc
Deszczowy dzień, deszczowa noc
Jesienny sen wtopiony w mrok"

"Krople łez po ziemi płyną, dając szmer
Drzewa i kwiaty w rytmie wiatru kołyszą się
Deszczowy dzień, deszczowa noc
Jesienny sen wtopiony w mrok"

/Myslovitz "Deszcz"/

Jak ja to lubię...

Topiąca się w strugach deszczu

Fanny...

19:40, mademoiselle_m
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 czerwca 2005

napisał wczoraj, że idzie się pociąć. Po raz kolejny... że ma wszystkiego dość. Że nie chce już żyć na tym świecie. Uratowałam go. Po raz kolejny... W życiu tak nie płakałam... takiego czegoś nie czułam. Nie drżałam tak cała, nie krzyczałam... nigdy się tak nie zdecerowałam, o nikogo tak nie walczyłam... bałam się o niego... ja nie umiem napisać tego, co czuję... nie umiem opisać tamtych łez...tej przepaści między życiem a śmiercią... ode mnie zależało jego bycie tutaj... bycie dla mnie... najbardziej na świecie chcę jego istnienia...

Nie zbawiło go przecież to, że dla mnie jest najważniejszy.  Wyszeptane 'kochanie..". Prośby. Błagania. Dziękuję mu, ze mi tego nie zrobił... jest mi najbardziej potrzebny na świecie.. moje kochanie... bez niego mnie nie będzie.. zniknę bez pożegnania...masz być...moje wszystko...

Nie umiem, nie potrafię...

Nie napiszę, tego co dla mnie znaczy, nie umiem...

nie jestem w nastroju do tego, może kiedyś...

jestem nikim...

Wiem, że jakby go nie było wszystko dla mnie przestało by istniec...

myślę o nim, gdy patrzę w dal...

cudowne będzie to życie...

Bo on jest już bezpieczny...

Ja mam ślady na nadgarstkach...

Łapany szybko, nierówno oddech wczorajszego wieczoru...

Myśli, które mówiły, że go nie będzie..

i udawany sen...

 kocham cie moje kochanie...

22:41, mademoiselle_m
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2005
Nigdy nie zapomnę tych śladów jego ust na moich pachnących watą cukrową wargach... najwspanialesze wspomnienia. Cudowe dotknięcia. Znikanie z powierzchni ziemi. Miłość. Uczucia. Szepty. Krzyk...!!!!!!!
23:20, mademoiselle_m
Link Dodaj komentarz »
:):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):):)

Jak ja się cieszę :):):):):):):):):):):)):):):):):):)

Wczoraj nam cudnie poszło :):):):):):):):):):):)

i za 2 tygodnie wolne!!!!!!:):):):):):):)

Wakacje... taaaa::):):):):):):)

aż się rozmarzam .........:-D

i już właściwie wolne:):):):):):):)

już nic nie muszę robić!!!:):):):)

jak ja się cieszę :):):):)~!!!!!!!!!!!!!!!!

chyba się pójdę upić z tego szczęśćia :):):):):)

i kotka już niebawem będę mieć :):):):):):):):):)!!!!!!

jak ja uwielbiam czerwiec od połowy!!!!:):):):):):):):):):):):):):))

i się tak normalnie cieszę :):):):)

idę się huśtać:):):)

paaaaaaaaaa:*

19:30, mademoiselle_m
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5